Tego można się było spodziewać – im bardziej popularne inwestowanie ESG, tym śmielej głowę podnoszą jego krytycy. Tym razem dołączają do nich akademicy Swiss Finance Institute, których przytacza „Puls Biznesu”.

Według opublikowanego przez instytut raportu, szlachetne cele inwestycji w aktywa ESG są równie nieprawdziwe co ich aktualna wycena. Konkretnie? Akcje o wysokich ocenach zgodności z zasadami zrównoważonego rozwoju przez ostatnie lata osiągały dobre wyniki dzięki stałemu napływowi gotówki ze strony funduszy ESG, a nie solidnym fundamentom. Badacze twierdzą, że bez zainteresowania ze strony tej grupy funduszy z Wall Street większość “świadomych” spółek osiągnęłaby bardzo słabe stopy zwrotu. Więcej w tekście na stronach „Pulsu Biznesu”.

Odszukałem wzmiankowane badanie. Oto jego najciekawszy element:

„…the performance of ESG investments is strongly driven by price-pressure arising from flows towards sustainable funds, causing high realized returns that do not reflect high expected returns. The coefficient linking ESG flows and realized returns is the product of two factors: The deviation of green funds’ portfolios from the market portfolio and a flow multiplier matrix that is the inverse of the market’s demand elasticity of substitution between stocks. Empirically, withdrawing 1 dollar from the market portfolio and investing it in the representative ESG fund increases the aggregate value of high ESG-taste stocks by 2-2.5 dollars. Under the absence of flow-driven price pressure, the aggregate ESG industry would have strongly underperformed the market from 2016 to 2021. Furthermore, the positive alpha of a long-short ESG taste portfolio becomes significantly negative.”

Całe badanie

W artykule „PB” znajduje się też mój komentarz.

„To klasyczny dylemat, co było pierwsze – jajko czy kura? Ale z punktu widzenia inwestora to przecież nie ma znaczenia. Ważne, że na modzie na ESG da się wypracować dodatkową stopę zwrotu (choć nasz WIG ESG jest tu niechlubnym wyjątkiem). Przez dekady było bowiem inaczej – musiałeś godzić się na niższe zyski, rezygnując z tzw. sin stocks. A moda potrwa jeszcze na pewno kilka lat. Do czasu, aż wszyscy będę – przynajmniej dla agencji ratingowych – przyjaźni ESG. W międzyczasie, paradoksalnie, najwięcej będzie można zarobić na spółkach, które dziś zbierają cięgi za swoje standardy dotyczące zrównoważonego rozwoju. Tylko one mogą się poprawić, dołączyć do grona „zielonych” firm, a ich kurs zniwelować dyskonto w wycenie, wynikające z niskiego scoringu ESG. W sumie o to w tej całej modzie chodzi. I chyba o to w tej modzie właśnie – o skuteczne zmuszenie spółek do wzięcia odpowiedzialności za „zrównoważony” rozwój świata, a nie tylko za wartość dla akcjonariuszy. Jednocześnie warto uważać, żeby nie przepłacić za fundusze z metką „ESG”, które już pobierają o kilkadziesiąt procent wyższe opłaty, choć ich portfele nie różnią się za wiele od szerokiego rynku. Warto też mieć dystans do danych – agencje ratingowe próbują wszystko zobiektywizować, doprowadzić do wspólnego mianownika, wycenić. Tymczasem dobro, które przynajmniej teoretycznie stoi za modą na ESG, jest z natury subiektywne, bo każdy ma jego inną miarę.”

Zobacz także: Dobre inwestowanie według Damodarana

Comments to: Szlachetne cele ESG to pic?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Attach images - Only PNG, JPG, JPEG and GIF are supported.

Newsletter


Nadchodzące wydarzenia

Nie odnaleziono wydarzeń!
...

Login

Welcome to Typer

Brief and amiable onboarding is the first thing a new user sees in the theme.
Join Typer
Registration is closed.